IPMS Warszawa    
IPMS Warszawa
 
         
   
 

Supermarine Spitfire Mk.14E After D-Day, Fujimi, skala 1/72

  • Strona główna \ Artykuły i komentarze \ Supermarine Spitfire Mk.14E After D-Day, Fujimi, skala 1/72
  • English version English version

    Kontynuując wątek modeli późnych wersji Spitfire z silnikiem Griffon czas przyjrzeć się zestawom Fujimi. Specjalnie użyłem liczby mnogiej gdyż producent ten na bazie praktycznie tych samych wyprasek sprzedaje kilkanaście modeli wersji myśliwskich i rozpoznawczych. Są to nieco odbiegające od siebie wersje Mk.XIV, XVIII czy też XIX. Ja przyjrzę się bliżej modelowi wojennej wersji myśliwskiej MK.14E z zestawu "After D-Day".

    Supermarine Spitfire MK.14E

    Już samo pudełko przyciąga wspaniałą ilustracją dwóch Spitfire ze składu 130 dywizjonu RAF w ataku na stację kolejową zapchaną pociągami z wojskiem. Obrazek jest bardzo dynamiczny i zachęca do zakupu modelu. Dodatkowo na boku pudełka pokazano zawarte w zestawie kalkomanie oraz informację, jakie malowania znajdują się w modelu. Jest to na pewno plus zestawu, pozwala ono na zorientowanie się, jakie miniaturki możemy zbudować bez rozfoliowywania pudełka.

    No, ale czas przyjrzeć się zawartości.

    Wypraski zapakowane są w trzy oddzielne torebki foliowe. Jeden "zestaw" to dwie podstawowe wypraski z kadłubem, górą skrzydeł, śmigłem, podwoziem, skromnym wyposażeniem kabiny, chłodnicami i kilkoma jeszcze drobiazgami.

    Supermarine Spitfire MK.14E

    Druga torebka zawiera spodnią cześć płata, i jego końcówkami.

    Supermarine Spitfire MK.14E

    Trzecia torebka jest mniejsza i zawiera nie dzieloną osłonę kabiny celownik i lusterko wsteczne.

    Supermarine Spitfire MK.14E

    Dodatkowo w pudełku znajdziemy instrukcję składania, zapakowaną także w torebkę foliową kalkomanię oraz ciekawostka, specjalny arkusz kalkomanii nazwany "Perfect marking" skierowany właśnie do Spitfire Mk.XIV i pozwalający na zastąpienie naklejkami plam kamuflażowych. Ot taka ciekawostka tego producenta. Czy sprawdziła się w rzeczywistości, nie wiem bo jeszcze nie używałem tego typu udogodnienia.

    Supermarine Spitfire MK.14E

    Ogólnie pierwszy rzut oka na zestaw Fujimi jest jak najbardziej pozytywny. Sporo części składowych, bogaty arkusz kalkomanii i ciekawe dodatki.

    No, ale weźmy pod lupę poszczególne elementy modelu.

    Podstawowe elementy zestawu są wykorzystywane w każdym z kilkunastu modeli późnych Spitfire produkowanych przez Fujimi. Powoduje to dość daleko posuniętą unifikację elementów. Połówki kadłuba nie posiadają górnej części. W zależności od budowanej wersji wkleja się bądź płaski wierzch dla wersji z kabiną kroplową, bądź podwyższoną dla kabiny "klasycznej". Podobnie rzecz ma się z górą przedziału silnikowego. Także przyklejamy odpowiednią wersję dla budowanego modelu.

    Supermarine Spitfire MK.14E

    No cóż z jednej strony mamy bardzo delikatnie odwzorowane wgłębne linie podziału blach, miniaturowe nity czy cieniutkie popychacze steru kierunku. Z drugiej zaś strony doklejana góra kadłuba, której linia podziałowa nie za bardzo pokrywa się z rzeczywistością, a dodatkowo przebiega ona w poprzek drzwiczek schowka na prawej burcie kadłuba. Jest jeszcze prawdopodobnie, że połączenie właściwego kadłuba z grzbietem będzie wymagało dodatkowego szpachlowania, co spowoduje destrukcję istniejących linii podziałowych.

    Problemem jest też unifikacja z wersjami rozpoznawczymi. Tuż za kabiną pilota, po obu stronach kadłuba zaznaczono miejsca na obiektywy kamer. Instrukcja montażu proponuje za szpachlowanie niepotrzebnych linii jednak na powierzchni plastiku widać koła w miejscu gdzie burty zostały znacznie pocienione. W wersjach rozpoznawczych należy po prostu wyciąć te okrągłe otwory i wkleić w to miejsce imitacje obiektywów. Kolejny element wymagający interwencji skalpelem jest wlot na lewej stronie przedniej części kadłuba charakterystyczny dla wersji Mk.XIX. Instrukcja proponuje właśnie pozbycie się go jakimś ostrym narzędziem.

    Supermarine Spitfire MK.14E

    No, ale będzie trzeba po tej operacji wygładzić ranę na plastiku, a tuż obok przebiega linia delikatnych nitów. Zapewne nikną one pod papierem ściernym. Dobrze, że górna osłona część osłony silnika łączona jest z kadłubem wzdłuż rzeczywistych linii podziału blach. Miejmy nadzieję, że szpachlowanie połączeń nie będzie potrzebne i unikniemy zniszczenia kolejnych, delikatnych elementów na kadłubie.

    Patrząc na przebieg linii podziałowych to gdyby nie nieszczęsne poszatkowanie kadłuba nie było by się, do czego przyczepić. Porównując wypraski z dostępnymi mi planami nie zauważyłem błędów w siatce podziału blach. No, ale co tego, skoro istnieje duże niebezpieczeństwo, że spora cześć z nich ulegnie zniszczeniu w trakcie prac nad doprowadzeniem modelu do właściwej wersji.

    Uniwersalność wyprasek daje także o sobie znać przy okazji skrzydeł. Z jednej strony delikatne linie i nity a z drugiej....
    No właśnie, skrzydła przygotowane są pod różne końcówki, krótkie i standardowe. Dobrze, że podział ten leci wzdłuż rzeczywistych linii. Może nie będzie tak źle. Ale zaznaczone na spodniej, tylnej części spływu okręgi pod wklejenie obiektywów kamer to już drobna przesada. Zaszpachlowanie i późniejsze zeszlifowanie ich spowoduje zniszczenie wszystkich linii w okolicy. Ciekawostką jest też to, że zaznaczona w tym miejscu siatka nie odpowiada też wersji rozpoznawczej. Brak charakterystycznej kropli panelu zamykającego sekcję z kamerami, a przez środek obiektywów biegną linie właściwe dla wersji bez kamer. Ot taki "misz masz".

    Supermarine Spitfire MK.14E

    Nieco lepiej jest z górą płatów. Nie widać tam większych błędów. Są one całkiem gładkie i w zależności od wersji należy w odpowiednim miejscu przykleić kroplowa osłonę zamka działek. Bardzo ładnie prezentują się podskrzydłowe chłodnice. Dodatkowo jeszcze wgłębienia w skrzydle poprawią wrażenie z wykonania tych elementów.

    No, ale nadszedł czas na zapoznanie się z elementami wnętrza kabiny pilota. I co tu mam. No cóż. Ręce opadają i chce się płakać. W jednym z droższych na rynku "siedemdwójkowym" Spitfire mamy taką kichę, że .........

    No, ale przejdźmy do szczegółów.

    To, że burty kadłuba są gładkie jak pupa niemowlaka to nic w porównaniu z tym, co nas czeka dalej. Wnętrze kadłuba składa się z jakieś półokrągłej wanny, nie mającej nic wspólnego z rzeczywistością.

    Supermarine Spitfire MK.14E

    Wkleja się w nią w miarę poprawny fotel pilota i wolant, który od biedy ujdzie. Dodatkowo na wyprasce znajdziemy półokrągłą tablicę przyrządów, której jedyną zaletą jest doklejany celownik.

    Supermarine Spitfire MK.14E

    Ale brak tak charakterystycznych wręg zamykających przestrzeń kabiny z obu stron. A gdzie się podział zagłówek, podłoga czy też pedały. Praktycznie całe wyposażenie kabiny nadaje się do lotu w jednym kierunku kursem na kosz. Aby zbudować fajową "czternastkę" całą kabinę wypadałoby zrobić od podstaw lub z wykorzystaniem dostępnego zestawu uzupełniającego. A konkurencja, zresztą o połowę tańsza, wnętrze kabinki ma.

    No, ale dość pastwienia się nad wadami miniaturki z Fujimi. Jest też parę elementów pozytywnych w tym zestawie. Bardzo ładnie prezentuje się śmigło, w którym każda łopata jest oddzielnie, ciekawym elementem są oddzielnie doklejane, bardzo delikatne ograniczniki skoku amortyzatorów w goleniach podwozia.

    Supermarine Spitfire MK.14E

    Same wnęki podwozia są chyba odpowiedniej głębokości, mają ścianki i może nieco skromną, ale jednak zaznaczoną strukturę wnętrza skrzydeł. Pozytywnie prezentują się także koła z delikatnie zaznaczonymi felgami. Szkoda tylko, że ślady po wypychaczach znajdują się na oponach od wewnęcznej strony.

    Ramka z przezroczystymi częściami zapakowana jest w osobną torebkę foliową. Mamy na niej nie dzieloną osłonę kabiny z otworem pozwalającym na wklejenie lusterka wstecznego, rzeczone lusterko oraz celownik. Na pierwszy rzut oka części te prezentują się pozytywnie. Jednak na osłonie kabiny widać zgrubienie tworzywa na jej górnej części powodujące nieciekawy efekt soczewki wyraźnie widoczny z bliska.

    Supermarine Spitfire MK.14E
    Dużym plusem zestawu jest spory arkusz kalkomanii. Pozwala on na wykonanie modelu w jednym z trzech, dość do siebie podobnych, malowaniach:
    1. RM619 ze składu 130 dywizjonu RAF, wrzesień 1944 r.
    2. RB169 ze składu belgijskiego 350 dywizjonu, 135 skrzydła, 2 Tactical Air Force, październik 1944 r.
    3. RN119 ze składu kanadyjskiego 402 dywizjonu, 2 Tactical Air Force, marzec 1945 r.

    Supermarine Spitfire MK.14E

    Nieco dziwnym jest rozdzielenie czerwonych kręgów w oznakowaniu na bokach i górze skrzydeł. Niby nic, ale te rozdzielenie w oznakowaniu pogrubia nałożoną kalkę i powoduje, że modelarz musi przyłożyć się, aby czerwone kręgi znalazły się idealnie w środku okręgu.

    Poza podstawowymi oznakowaniami mamy dość sporo napisów eksploatacyjnych, naklejkę na spod kadłuba z zaznaczonymi pasami inwazyjnymi, tradycyjny pasek w kolorze Sky na tył kadłuba oraz wydrukowaną kalkomanię z imitacją tablicy przyrządów. Kalkomanie wydrukowane są prawidłowo, bez przesunięć. Wygląda także na to, że posiadają prawidłowe kolory.

    No, ale warto by było przyjrzeć się czy mały Spitfire przypomina swojego rzeczywistego brata. Wypraski kadłuba przyłożyłem do planów zamieszczonych w monografii tego zacnego myśliwca wydanych kilka lat temu przez AjPress.

    Supermarine Spitfire MK.14E     Supermarine Spitfire MK.14E

    Jak widać na załączonych zdjęciach połówki kadłuba są nieco za długie, chyba w przedniej części, na wysokości osłony silnika. Jednakże musze też wziąć pod uwagę możliwość błędu w planach, nie miałem możliwości skonfrontowania wyprasek z innymi planami.

    Choć na zdjęciach niewłaściwa długość kadłuba może wydawać się spora to jednak w rzeczywistości jest to kilka milimetrów tak więc wydaje mi się, że nie ma ona dużego wpływu na wierne odtworzenie wymiarów małego Spitfire.

    No cóż przyszła chyba pora podsumować nieco te moje pastwienie się nad wypraskami rodem z dalekiej Japonii. Gdyby nie próba stworzenia przez producenta, na bazie jednych wyprasek, tak wielu wersji tego słynnego samolotu, pociągających za sobą spore rozczłonkowanie kadłuba, wyraźne braki w wyposażeniu kabiny pilota i kilku błędy w przebiegu linii podziału blach to można by powiedzieć, że jest to jeden z najlepszych zestawów Spitfire w skali 1/72.

    Jednakże wyrób Fujimi ma jedną, ale za to ważną wadę, szczególnie na naszym rynku modelarskim, mianowicie cenę.Ja swój zestaw kupiłem kilka lat temu za nieco ponad 60 złotych. Przeglądają obecną ofertę sklepów internetowych zauważyłem, że cena spadła o mniej więcej 10 zł. Jednak ceny największych konkurentów modeli Fujimi, Mk.XIV z Academy i opisywany już przeze mnie Mk.XIX z Airfixa nie przekraczają 30 złotych.

    Cena Spitfire z dalekiej Japonii powoduje, że jest to jeden z najdroższych, wielkoseryjnie produkowanych zestawów, porównywalny cenowo z serią Mk.VIII/IX/XVI rodem z Hasegawy i Mk.I/V z Tamiyi, które, choć przedstawiają bardziej "modne" wersje Spita to jednak posiadają na ramkach pełne wyposażenie kabiny i nie są tak poszatkowane jak Fujimi.

    Czy zatem z tego zestawu da się zbudować ładny i prawidłowy model "GrifonSpita". Oczywiście, wykonawca musi się jednak nastawić na sporo pracy oraz dodatkowe wydatki na elementy wzbogacające kabinę, o ile nie podejmie się własnoręcznego ich wykonania.

     

    Maciej Poniatowski